Galeria portretów przedstawia dawnych pracowników sektora górniczego Dolnośląskiego Zagłębia Węglowego, którzy udzielili wywiadów w ramach projektu Wybuch pyłu. Wszystkie fotografie zostały stworzone XIX – wieczną techniką mokrego kolodionu przez Pawła Sokołowskiego w asyście uczestników warsztatów artystycznych, jako materiał szkoleniowy. Młodzi ludzie mogli obserwować cały proces twórczy, część z nich zdecydowała się na kolejnych warsztatach na stworzenie własnych kolodionów pod okiem mistrza. Choć fotografie miały stanowić materiał dodatkowy, stworzyły niezwykłą galerię ostatnich pracowników kopalni wałbrzyskich, połączonych z cytatami – ich wypowiedziami, obrazującymi dziedzictwo niematerialne i materialne regionu.
Marek
Jak wyglądała moja praca? Pracowałem na Victorii pole Witold razem z polem Barbara słynęło ze stromych pokładów. Ja pracowałem na oddziale 7, prowadzona tam była jedna ściana o nachyleniu 70 stopni. Stojaki, to co tu tak mamy na ekspozycji stoją w pionie, tam były zabudowane w poziomie. One spierały powiedzielibyśmy nie ściany, ale tak naprawdę strop który był po lewej stronie ze spągiem, który był po prawej stronie. Na tych stojakach stoją górnicy, (ja tylko przechodziłem jako osoba dozoru przez tą ścianę) węgiel urabiany jest ręcznie za pomocą młotków pneumatycznych, żadna inna metoda tam nie wchodziła w rachubę. Mniej więcej w połowie ściany uskok, zrzut ok 6 m czyli ta ściana zmienia się w połowie z nachylenia 70 stopni dokładnie w pion, żeby złapać tą drugą część pokładu i dalej jest prowadzona.
Kazimierz K.
Obszar pracy geologa, to ciągła walka z przyrodą. Lubiłem swoją robotę, przynosiła mi satysfakcję – rozgryzanie tajemnic złoża, różnych problemów. Działałem trochę jak lekarz, satysfakcją dla mnie było dobrze odgadnąć przyczyny tych problemów.
Czesław
Zaburzenia górniczo – geologiczne które występują w naszym zagłębiu uniemożliwiały wprowadzenie takiej mechanizacji jak jest na górnym Śląsku. U nas sprawdziły się kombajny chodnikowe, reszta praca naszych rąk. Wiertacz zawiercił otwory strzałowe, strzałowy strzelił no i trzeba było tak: przy wysokości ściany 1.60, 1.70 m 25-30 ton we dwóch codziennie. Była dobra wypłata ze ściany, a w tamtym okresie to było 135% do góry. Mówię o procentach, ponieważ w kopalni był akord. To jest nieludzki system pracy. Niby kto więcej zrobił ten więcej zarobił ale to rodziło pewne zawiści. Czas pracy pod ziemią – 7,5 godziny z zajazdem i wyjazdem. Efektywny czas pracy – 5,5 do 6 godzin. (…) Praca fizycznie ciężka ale dawała satysfakcję. A co było najlżejsze? Chyba mycie [śmiech].
(…) Jeszcze chodzi mi po głowie, tak żeby zjechać na oddział wydobywczy tak jak byłem na Halembie. Kombajn, ten kurz, pot. I ta rzeka węgla.
Daniel
Przeżyłem trzy najgorsze wypadki, które mogą się zdarzyć. W 84 albo w 83 roku robiłam na ścianie, przy takiej pracy, która nazywa się wyciąganie obudowy która została już wykorzystana ale którą trzeba wyjąć, to się po prostu nazywał rabunek po górniczemu. No i podczas takiego rabunku byłem młody, bardzo bystry i zobaczyłam, że coś dziwnego dzieje się ze stropem. Narobiłem hałasu, narobiłem krzyku, że będzie zawał i krzycząc, że trzeba wiać (użyłem oczywiście innego słowa) zacząłem pierwszy uciekać. Wszyscy żeśmy uciekli, ale kolega, który ze mną pracował był górnikiem starej daty. To znaczy, że nigdy nie zostawiał swoich narzędzi w robocie. Licząc na to, że te narzędzia zdąży wziąć niestety nie zdążył, zginął w zawale.
W 85 roku na kopalni Wałbrzych był wybuch metanu, następna rzecz parę lat później kiedy byłem już bardziej wyszkolony. Zajeżdżamy w brygadzie 26-osobowej usunąć zator w chodniku, który nie dopuszcza świeżego powietrza do innego rejonu kopalni żeby tam można było swobodnie oddychać. Jest to dzień 22 grudnia 1985 roku. I następuje wybuch metanu, ginie 18 górników. W epicentrum wybuchu nie ma szans przeżycia bowiem temperatura dochodzi do ponad 1000 °C a następnie po tym wybuchu następuje fala uderzeniowa, która pod ziemią chodnikami leci ponad 500 km/h. My w ośmiu jako jedyni żeśmy to przeżyli dlatego, że byliśmy za zakrętem i zdążyliśmy ubrać aparaty ucieczkowe. To było jedna z najtragiczniejszych katastrof powojennych w kopalniach na Dolnym Śląsku. (…) Po tym wybuchu metanu swoje odchorowaliśmy, bowiem żeśmy trochę tego dwutlenku węgla mieliśmy długi czas we krwi. (…) chorowałem pół roku, potem pół roku wracam na kopalni pracuje dwa czy trzy miesiące.
W 88 roku czyli trzy lata później po tym wybuchu (…) moi koledzy zajeżdżali na 22:00 żeby wiercić. Ja zjeżdżałem na 00:10. Dwie godziny po nich, kiedy przyszedłem po godzinie 3:00 w nocy do przodka z materiałem wybuchowym zostawiłam materiał i poszedłem do nich, żeby zobaczyć co z robotą, ile już nawiercili, ile im zostało. Nie włączają maszyny, wyciągamy tabakę, rozmawiamy tam chwilę i w pewnym momencie patrzę na ten ocios i właśnie widzę pstrykanie węglem kamienie w naszą stronę. Więc już nic nie zrobiłam tylko krzyknąłem do nich, bierzemy aparaty i wiejemy. I wyobraźcie sobie, że uciekamy 75 m, skręcamy chodnikiem w prawo, zabieramy sztygara (czyli tak jakby naszego majstra) i po następnych 40 metrach następuje wyrzut gazu i skał.
Eugeniusz
Po pracy czasami szło się szybko do domu, czasami jak tam parę złotych w portfelu było szło się z kolegami na piwo. I na piwie górnicy opowiadali o tym jak to w dniu dzisiejszym fedrowali. Wszyscy się z nas śmiali z tego powodu, mówiono: jak wyjedziecie na powierzchnię to fedrujecie, a jak zajeżdżacie na dół to rozmawiacie tylko o kobietach!
(…) Gdybym dzisiaj jako młody człowiek miał takie możliwości jakie panowały wtedy, również zostałbym górnikiem, bo uważam, że górnictwo to jest szlachetny zawód, niezwykle niebezpieczny, trudny ale szlachetny.
Andrzej P.
Ratownik górniczy na zmianie wydobywczej to jest jak strażak i ratownik medyczny w jednej osobie. Jak się zapali gasimy, jak ktoś dostanie zawału to go ratujemy. Różnie się tu działo katastrofy też były.
W naszych czasach czyli od maja 1945 roku do końca eksploatacji w 1998 roku Zginęło pod ziemią 1031 górników. Dużo wypadków. To jest ludzka nieuwaga ale też natura swojej pazury pokazuje. Pomimo tych wszystkich aparatów, kontroli, pomiarów. Natura, czasem Święta Barbara sięga po swoje.
Andrzej W.
Obszar górniczy ma granice i pionowe granice do środka ziemi – to było 93 km 2. Mieliśmy łącznie wykonane na wszystkich kopalniach 353 km wyrobisk, które należało utrzymywać żeby zakłady mogły funkcjonować. Liczna zabudowa, stare kopalnie, najlepszym przykładem jest Zakład Wydobywczy Julia, to jest XIX-wieczna zabudowa. Właściwie wszystkie nasze kopalnie były takie. Myśmy utrzymywali w sprawności do końca urządzenia, które funkcjonowały od początku XX w. Tutaj przyjeżdżali do nas ludzie Siemensa to dziwili się, że my mamy jeszcze na chodzie maszyny wyciągowe produkowane przez nich. W czasie rozpoczęcia likwidacji mieliśmy prawie 13 000 ludzi zatrudnionych na wszystkich kopalniach. W 1993 już po połączeniu tych ludzi było zdecydowanie mniej bo zostało ich ok 7000.
Marian S.
Praca elektryka była na okrągło 24/7, bez różnicy czy to święto, czy niedziela, czy sobota, jedynie w czarne dni inne było obłożenie. Było szereg stanowisk, które wymagały ciągłej obecności. Na szybach takich jak Jan, Teresa, Krakus, Pokój, Chwalibóg na wszystkich zmianach na okrągło był co najmniej jeden elektryk.
Byliśmy z grupa w kopalni miedzi w Sieroszowicach. Siedzieliśmy przy szybie na wyjazd, przyjeżdżają górnicy całą grupą, ja do kolegi mówię, zobacz, górnicy. Tak jakby z biura wyszli! Czyści… A tu górnicy jak wyjeżdżali to byli mokrzy, oblepieni węglem, pyłem. Tak, że taka różnica. Podobnie byliśmy w pokładzie soli. Ciężarówki pod ziemią 20 ton ładują. Inny świat.
Stanisław P.
Część z kolegów, z którymi studiowałem przyszła do Wałbrzycha. Po roku czasu gdy ja byłem w wojsku, każdy z nich dostał mieszkanie. Przyszedłem do kolegi tu, na Białym Kamieniu a tu mieszkanie M4, umeblowane, meblościanka Opole, pralka w łazience, telewizor Rubin stoi. A na tym segmencie radioodbiornik stereo, jakaś Meluzyna, piękna stereofoniczna muzyka. I my tak z kolega rozmawiamy, i on do mnie mówi, proszę, wyjdź na balkon. A na tym balkonie nad Chełmcem bezchmurne niebo, księżyc w pełni. No i mówię, gdzie ja będę szukał miejsca na ziemi. Przyjadę do tego Wałbrzycha!.
Marian M.
Nawet w szkole nam mówili, że górnika z kopalni Victoria na Śląsku przyjmie każda jedna kopalnia, bo myśmy tutaj mieli najgorsze warunki jakie mogły być nawet na Dolnym Śląsku. U nas było ciężko na Victorii jakąkolwiek mechanizację wdrożyć, żebyśmy sobie ułatwili życie, bo były warunki bardzo ciężkie i geologiczne i zagrożeniowe.














